Zapraszamy
na strony czasopism wydawnictwa:



Sonda
Czy sam się spiszesz (przez internet) w powszechnym spisie rolnym?
 
Tak
Nie
Nie wiem



Warto kupić
Text
Co w prawie piszczy
Na łasce koła
 
Pochodząca z 1995 r. ustawa Prawo łowieckie ma się dobrze i brak jest obecnie poważnych projektów jej zmiany. Dzieje się tak pomimo powszechnego niezadowolenia rolników z obowiązujących regulacji, zwłaszcza w dziedzinie szacowania i kompensowania szkód łowieckich.
 
Kilka zgłoszonych w ostatnich latach interpelacji poselskich dotyczących konieczności zmiany obowiązujących przepisów Prawa łowieckiego spotkało się z odpowiedzią czynników rządowych, że wszystko jest w porządku i żadne zmiany nie są potrzebne. Rzeczywistość jest jednak daleka od ideału. Coraz ostrzej w ścierają się sprzeczne interesy właścicieli gruntów rolnych i członków kół łowieckich. Stanowiska obu stron są diametralnie różne i obie uważają się za skrzywdzone. Można mówić o narastającym konflikcie społecznym.
 
Orzekają we własnej sprawie
Rolnicy narzekają, że obecny system szacowania szkód łowieckich nie rekompensuje im poniesionych strat i są zdani na łaskę i niełaskę kół łowieckich, które same ustalają odszkodowania, orzekając we własnej sprawie. Członkami komisji szacujących są często osoby nie mające pojęcia o rolnictwie, przedstawiciele wolnych zawodów, lekarze adwokaci, farmaceuci…Odwołanie się do sądu nie daje większych szans wygrania sprawy, ponieważ w czasie wegetacji, a definitywnie z chwilą zbiorów, dowody szkody w sposób naturalny znikają, a sądy jak wiadomo nie należą do rychliwych.
Zresztą w sprawiedliwość sądu rolnicy raczej nie wierzą, nie bez racji wskazując, iż wśród osób parających się łowiectwem są członkowie elit, którzy raczej nie dadzą sobie zrobić krzywdy. Z tych też względów gospodarze nie wierzą również w zmianę obowiązujących przepisów na lepsze, bo - jak mówią - w Sejmie i w rządzie co drugi to myśliwy.
Członkowie kół łowieckich twierdzą, że z własnych pieniędzy muszą płacić za szkody wyrządzone przez zwierzęta łowne będące własnością państwa, a państwo nie kwapi się, aby partycypować w kosztach odszkodowań. Mówią, że są społecznikami poświęcającymi czas na uczestnictwo w komisjach szacujących szkody. Narzekają na rolników, którym zarzucają chęć wyłudzenia wygórowanych odszkodowań, co niechybnie doprowadzić może koło łowieckie do upadku, a wtedy nie będzie nikogo odpowiedzialnego za prowadzenie gospodarki łowieckiej i kompensowanie szkód łowieckich na danym terenie. Koła łowieckie zdane są tutaj na własne siły, chociaż rolnicy twierdzą, że kto wybrał sobie kosztowne hobby, powinien za nie płacić.
 
Wymaga reformy
W Prawie łowieckim nic się nie zmieniło po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej. Prawodawstwo unijne pozostawia kwestie regulacji spraw związanych z łowiectwem wewnętrznemu ustawodawstwu poszczególnych krajów.
Odpowiedź na pytanie, czy należy reformować polskie Prawo łowieckie jest oczywista. Należy reformować wszelkie przepisy, które nie regulują życia społecznego w sposób zapewniający bezkonfliktowe pogodzenie różnych interesów, przeciwnie, są przyczyną napięć społecznych. Takie też jest nasze Prawo łowieckie i dlatego bezwzględnie wymaga reformy. Jakich zmian dokonać, by były one realne do przeprowadzenia w krótkim czasie i zyskały akceptację parlamentu?
Prawo łowieckie opiera się na kilku zasadach:
a)      państwowa własność zwierząt łownych
b)      monopol Polskiego Związku Łowieckiego, Lasów Państwowych i kół łowieckich na prowadzenie gospodarki łowieckiej i wykonywanie polowań
c)      prawo do polowania w obwodzie nie jest związane z własnością ziemi, a uprawnienia właściciela gruntów są ograniczone w związku z gospodarką łowiecką
d)     istnieją szczególe zasady odpowiedzialności za szkody łowieckie, które są szacowane i ustalane przez dzierżawców obwodów łowieckich, zobowiązanych równocześnie do wypłaty odszkodowania.

Pogonić myśliwych?

W dyskusjach nad Prawem łowieckim istnieje tendencja do odrzucania powyższych zasad. Hasła typu: przyznać prawo do polowań właścicielom gruntów, bo mają święte prawo własności, skończyć z państwowym monopolem w łowiectwie, pogonić myśliwych szwędających się bez pozwolenia po cudzych polach, skończyć z jednostronnym dyktatem kół łowieckich przy szacowaniu szkód łowieckich itp., są może politycznie nośne, jednak ich wprowadzenie w życie jest mało realne. Decydują o tym nie tylko argumenty merytoryczne, zwłaszcza kontrowersyjność niektórych propozycji, lecz naturalny w takich przypadkach „opór materii”, zachowawcze dążenie do utrzymania tego co jest, a nie ryzykowanie wprowadzania rewolucyjnych nowości Jeżeli w dobie obecnego kryzysu reformatorzy zażądaliby od państwa dodatkowych pieniędzy na finansowanie reform Prawa łowieckiego jest pewne, że projekt spaliłby na panewce.  
Dlatego odradzałbym podejmowanie prób wprowadzania głębokiej reformy Prawa łowieckiego, naruszającej utrwalone przez lata zasady, polegającej na opracowaniu nowej ustawy.
 
Związek właścicieli

Nie oznacza to jednak, że sprawa skądinąd koniecznej reformy Prawa łowieckiego jest z góry skazana na niepowodzenie. Dużo większe szanse niż rewolucja ma zachowawcza reforma polegająca na dokonaniu zmian obowiązującej obecnie ustawy oraz opracowaniu nowego rozporządzenia dotyczącego trybu i sposobu szacowania szkód łowieckich. Chociażby z przyczyn technicznych i proceduralnych poprawienie istniejącej ustawy będzie prostsze i szybsze, niż opracowanie nowego aktu prawnego rangi ustawowej. Wprowadzenie nowego rozporządzenia w sprawie szacowania szkód, nie wymaga procedur sejmowych i można to zrobić szybko. Analizując tekst aktualnie obowiązującej ustawy Prawo łowieckie doszedłem do wniosku że trzeba niewielu poprawek, aby w istotny sposób zmienić stan prawny, nie naruszając obowiązujących zasad regulacji i nie burząc tego co od lat w praktyce lepiej lub gorzej funkcjonuje.
Proponowane przeze mnie zmiany polegałyby na włączeniu rolników w gospodarkę łowiecką na danym terenie. Monopol kół łowieckich zrównoważony byłby przez związek właścicieli gruntów rolnych danego obwodu, który byłby partnerem w prowadzeniu gospodarki łowieckiej w obwodzie i dbał o zachowanie interesów rolników związanych z tą gospodarką. Powołanie związku, posiadającego osobowość prawną i działającego na zasadach prawa o stowarzyszeniach byłoby dobrowolne. Tam gdzie właściciele gruntów nie wykazaliby inicjatywy powołania związku, wszystko zostałoby po staremu.
Związkowi właścicieli gruntów rolnych danego obwodu łowickiego przypadałby czynsz dzierżawny stosowanie do powierzchni użytków rolnych w tym obwodzie. Obecnie czynsz ten przypada gminie i nie są to znaczące kwoty. Przeniesienie uprawnień do czynszu na związki właścicieli gruntów nie spowoduje komplikacji w finansach publicznych a da podstawy materialne do działania związku. Proponuję, aby wpływy z czynszu były przeznaczone stosowanie do uchwały walnego zebrania członków związku na cele statutowe związku: zabezpieczenie gruntów przed szkodami łowieckimi (budowa ogrodzeń i urządzeń odstraszających), koszty uczestnictwa przedstawicieli związku w komisach szacujących szkody łowieckie, koszty szkoleń i ekspertyz dotyczących szacowania szkód itp. Związek właścicieli gruntów danego obwodu łowieckiego współdziałałby z dzierżawcą tego obwodu w zakresie racjonalnej gospodarki łowieckiej: odbywałby przynajmniej dwa razy w roku wspólne posiedzenia z zarządem koła łowieckiego dzierżawiącego dany obwód łowiecki, opiniowałby plany łowieckie, opiniowałby ustalanie granic obwodu, informowałby dzierżawcę o bieżących problemach związanych z ochroną upraw i płodów rolnych przed szkodami Najważniejszym zadaniem związku byłoby uczestnictwo jego przedstawicieli w komisjach szacujących szkody łowieckie.

Stop klatka

Należałoby też wprowadzić obowiązek dokumentowania oględzin szkód fotografią lub filmem cyfrowym. Miałoby to istotne znaczenie dowodowe w ewentualnym postępowaniu sądowym lub innym postępowaniu odwoławczym. Jednoznacznie należałoby określić obowiązek sporządzania protokołów w dwóch egzemplarzach i udostępniania jednego z nich poszkodowanemu. Dotyczyłoby to zarówno szacowania wstępnego jak i ostatecznego. W formularzach protokołów szkodowych należałoby wydzielić osobne miejsce, w którym poszkodowany mógłby jednoznacznie wyartykułować swoje zastrzeżenia do ustaleń komisji, wskazując z czym się nie zgadza i w jakim zakresie (protokół rozbieżności).
Powszechne niedotrzymywanie terminów szacowania szkód przez komisje powinno spotkać się z sankcjami prawnymi, polegającymi na możliwości jednostronnego oszacowania szkody przez poszkodowanego w przypadku bierności komisji. Konieczne wydaje się również powołanie na szczeblu powiatu komisji odwoławczej d/s szacowania szkód łowieckich, do której poszkodowany mógłby się odwołać. Komisja taka złożona byłaby z niezależnych ekspertów, a stałe koszty jej funkcjonowania ponosiłyby koła łowieckie i związki właścicieli gruntów rolnych, działające w obwodach łowieckich. Koszty pracy komisji w indywidualnych sprawach spornych ponosiłaby strona, której ustalenia zostały przez komisje zakwestionowane. Wprowadzenie procedury odwoławczej na etapie szacowania szkód umożliwiłoby zażegnanie wielu konfliktów i rozstrzygnięcie sporu u zarania jego powstania.
Przy ustalaniu odszkodowań za szkody łowieckie należałoby dać priorytet polubownemu ustaleniu odszkodowania. Dopiero kiedy ugoda nie jest możliwa, należałoby wprowadzać uregulowane przepisami metody „matematycznego” wyliczania szkody, które zawsze są kwestionowane gdy między stronami nie ma porozumienia co do wysokości odszkodowania. Na koniec należałoby się zastanowić nad dostosowaniem przepisów o szkodach łowieckich do nowych technologii upraw. Dotyczy to np. szkód w balotach foliowych z kiszonką pozostawionych w miejscu zbioru, czy szkód w kukurydzy pozostawionej dozbioru zimą do celów gorzelnianych.
Publikując ten artykuł na łamach „Rolnika Dzierżawcy” mam cichą nadzieję, że moje pomysły spodobają się któremuś z polityków. Można przecież zrobić wiele dobrego tak niewielkim kosztem.


Michał Gilewicz
 
 
  
 
© 2008 copyright APRA, wszelkie prawa zastrzeżone